Dwa highliny w Górach Sokolich

20-21 września ekipa Slackline Wrocław znów zawitała w Góry Sokole w Rudawach. Zostały zamotane tam dwie krótkie taśmy „6th Avenue” i „AAARGH” highline.

Karolina Lis i Marcin Cybulski podczas wieszania "6th avenue" highline fot. Adam Masełkowski

Karolina Lis i Marcin Cybulski podczas wieszania „6th avenue” highline fot. Adam Masełkowski

 

(Relacjonuje Karolina Lis)

Podczas ostatnich dosłownie osiemdziesięciu procent wyjazdów towarzyszy nam deszcz. Tym razem zlało nas doszczętnie. Mimo to, jak zawsze było bardzo wesoło. Razem z Marcinem Cybulskim i Pawłem Żukowskim mieliśmy do powieszenia aż dwie taśmy i na dobrą sprawę było więcej wieszania niż chodzenia. Mogliśmy obserwować zmagania naszych znajomych na krótkich taśmach.

 

Przerzucanie liny fot. Adam Masełkowski

Przerzucanie liny fot. Adam Masełkowski

 

Ignacy Oleszczuk będący bardzo dobrym znajomym Pawła, postawił na highline pierwsze kroki. Było to o tyle niesamowite, że widząc jego przerażenie na widok highline pierwszego dnia, myśleliśmy, że nic oprócz siedzenia z tego nie będzie. Nie dość, że udało mu się kilka razy wstać, to hajki były naprawdę mocno luźne. Użytą taśmą był super rozciągliwy rubberband.

(Opowiada Ignacy Oleszczuk)

Sporo razy słyszałem, że wejście na highline to niełatwa sprawa. Zrozumiałem, dlaczego jest to kolejny etap w przygodzie każdego slacklinera. To nie jest zwykły strach – tego tu nie ma, ponieważ wychodzę z założenia, że jest to całkowicie bezpieczne: doświadczona ekipa, wszystkie uprzęże, zamontowane liczne backupy. Bardziej boje się jeździć bez kasku rowerem na wrocławskich ulicach niż hajkowac, gdyby nie pewność bezpieczeństwa nawet bym się za to nie brał.

 

Ignacy Oleszczuk i pierwsza próba wstania na "6th Avenue"

Ignacy Oleszczuk i pierwsza próba wstania na „6th Avenue”

 

To co na tej wysokości bierze górę to pierwotne instynkty. Człowiek nie został stworzony do latania, stad nasz organizm po prostu odruchowo ucieka przed ryzykiem braku punktu pewnego podparcia. I tu zaczyna się poznawanie swojego organizmu na nowo i uspokajanie go swoją świadomością. Przestrzeń, która mocno uderza, gdy siadasz na taśmę jest dosłownie paraliżująca, a każde dziesięć centymetrów naprzód coraz dalej od skały to kolejne + 10 do twojego tętna. Moją taktyką było dać ciału zrozumieć, że taśma (chociaż na wysokości) jest nadal tą samą taśmą, z którą na ziemi po prostu potrafię się bawić. Z czasem proste ruchy znów wydają się być łatwiejsze i naturalniejsze. Kilka kroków, które zrobiłem na „Aaargh” nie były planowane, po prostu uznałem, że skoro mam schodzić to dlaczego jeszcze nie spróbować wstać? Teraz czekam tylko na następne Sokoliki.

 

Ignacy Oleszczuk i jego kroki na mocno luźnym "AAARGH" highline

Ignacy Oleszczuk i jego kroki na mocno luźnym „AAARGH” highline

Wielka radość po udanej akcji

Wielka radość po udanej akcji


Ciekawostką jest również to, że Ignacy Oleszczuk jest z zawodu ratownikiem medycznym .. 🙂

W dwu dniowej akcji towarzyszył nam również nasz znajomy fotograf i wspinacz Adam Masełkowski. Również podzielił się z nami swoimi wrażeniami.

 

(Highline po raz pierwszy – przemyślenia Adama Masełkowskiego)

Trochę się wspinam,a na slacku zawieszonym między drzewami o długości maksymalnie dziesięciu metrów chodziłem dosłownie kilka razy. Spotkania przy taśmie były raczej bez zacięcia sportowego. Nie mniej każdy dobrze się bawił i miał niezłą frajdę móc sobie pobalansować i móc nieco odciąć się od świata. Ostatni wyjazd w Sokoliki zmienił moje podejście do slacka całkowicie. Nagle z prostej formy rekreacji, slack stał się sportem, do którego chcę wracać jak najczęściej.

Dlaczego? Bo slack tak jak wspinaczka jest sposobem na życie. Nie koniecznie mam tu na myśli hardkorowe, stu procentowe oddanie się zajawce – trening, wyjazdy, odkładanie kasy, ciężkie kontuzje i wyczesane triki. Myślę raczej o odpowiedzi na pytanie: „Co z łażenia po highline/slacku zostaje dla Ciebie?” – i czy w ogóle warto spróbować?

 

Adam Masełkowski i pierwszy raz na highline

Adam Masełkowski pierwszy raz na highline

 

Wisząc ponad 35 metrów nad ziemią, zdałem sobie sprawę, że powierzyłem swoje życie doświadczeniu znajomych, wytrzymałości polimerów i części metalowych bloczków. Przecież wszystko mogłoby się nagle zerwać i runąłbym w dół na pewną śmierć. Więc lonża moim życiem, a pojemnikiem na życie – uprząż wspinaczkowa!

Wszystko się zmieniało z chwili na chwilę. Zacząłem oddychać głębiej. Starałem się opanować wyrzut adrenaliny. Poczucie ekspozycji było niesamowite. Wróciły wspomnienia z lotów wspinaczkowych po nieudanym ruchu. Przecież nie ma czego się bać. Spadnę, trochę się pobujam, wdrapię się z powrotem na taśmę i już. Uspokoiłem się nieco. Oddychałem równo.

 

Marcin "Cinek" Korzeniewski pokonuje "6th Avenue" highline fot. Adam Masełkowski

Marcin „Cinek” Korzeniewski pokonuje „6th Avenue” highline fot. Adam Masełkowski

 

Moje stopy były nagie, wyciągnięte ramiona dawały balans i pochłaniały przestrzeń. Siedziałem na tasiemce o szerokości dwa i pół centymetra na środku przepaści. Dookoła rozpościerał się leniwy krajobraz wysokich drzew, pól, obłoków i wiejskich domków. Nawet wiatr miał coś do powiedzenia. Poczułem granice balansu. Starałem się dociążyć nogę na taśmę, wciąż kontrolując równowagę. Wiedziałem, że muszę zapomnieć o wszystkim by postawić krok. Spadając, chwyciłem się slacka. Jeszcze raz. Jeszcze raz. Jeszcze raz… Coś się we mnie zmieniło.

Moje pierwsze spotkanie z highlinem zakończyłem na kilku próbach powstania i opuszczeniu się w dół na lonży. Musiałem poczuć się bezpiecznie. Wyczuć przestrzeń oraz granice zdarzenia przypadkowego upadku z taśmy. Na drugi dzień było już lepiej. Nieco już oswojony z emocjami i ekspozycją łatwiej było mi utrzymać równowagę w czasie prób wstawania. Spadałem, wstawałem i próbowałem znów. Poczułem, że chodzenie po highline jest w zasięgu.

 

Łukasz Motylewski na "Aaargh highline"

Łukasz Motylewski na „Aaargh highline”

 

Technicznie, trudno wstać z siadu na highline bez odpowiedniego przygotowania na slacku lub longu. Nie mniej doświadczenie pozostało. Jest niesamowite! Chcę więcej i częściej, bo w highline jest coś pięknego. Chodzi o kontakt z naturą, z samym sobą. Odcięcie, reset, naprawa, mantra, poznanie swoich możliwości, sił i granic. Czułem, że przesunąłem swoje granice w podejmowaniu trudnych decyzji.

 

Wszystkich chętnych zapraszamy na kolejną akcję, która odbędzie się 17 października Zakończene sezonu w Sokolikach. W planach jest zawieszenie wszystkich highlinów w Górach Sokolich. Napewno wrażeń nie będzie brakowało.. 🙂

 

Pełna galeria zdjęć: Dwa hajki w Soko Loko (Facebook)

Śledź wszystkie najnowsze informacje na SlackOn na Facebooku!

SlackOn! 😀

 

Autor: SlackOn

Udostępnij ten post na