Basia Sobańska w USA 2014 cz. 2

Część pierwszą relacji Basi możecie przeczytać tutaj.

Basia Sobańska na "Wet beaver" highline, widok od dołu fot. Brian Mosbough

Basia Sobańska na „Wet beaver” highline, widok od dołu fot. Brian Mosbough

 

Część druga oficjalnej relacji Basi Sobańskiej z wyjazdu do USA:

17 października byłam już w Indian Creek, gdzie wspinałam się przez 3 dni w przepięknych rysach, poprowadziłam swoje pierwsze drogi w tym rejonie i zachwycałam się pustynnym krajobrazem rodem z westernów.

 

Basia Sobańska wspina się w Indian Creek

Basia Sobańska wspina się w Indian Creek

 

Moab to bardzo urokliwa miejscowość nastawiona głównie na turystów. Przez resztę wyjazdu gościłam w domu Brenta Caina, gdzie mieszkają lokalni highlinerzy Scott Rogers i wulkan energii Hayley Ashburn. Jego dom jest całkowicie otwarty dla przyjezdnych. Jeśli oglądaliście „Sketchy Andy” to na pewno kojarzycie dom ze slacklinem na ogródku i siatkę na drzewie. „Tree net” był moim miejscem do spania przez następne dwa tygodnie aż zrobiło się zimno, a Hayley udostępniła mi łóżko pod jej nieobecność. Tuż za płotem na niczyjej posesji wisi na stałe longline treningowy mający około 80-metrów długości. Sami rozumiecie, że nie łatwo mu się oprzeć i nie wskoczyć na taśmę przed śniadaniem.

Pierwszym miejscem znanym highlinerom jakie odwiedziłam był Fruit Bowl, widziany wcześniej na filmikach i znany z festiwalu GGBY.  Jest to pierwsze oficjalnie zarejestrowane miejsce highlinowe w USA. Wszystkie stany są obite i bezpieczne, a większość z nich ustanowiona przez 47-letniego dziś Terrego Acomba, którego również miałam okazję poznać, ale o tym później.

Fruit Bowl był oblegany przez ekipę telewizyjną Travel Channel, która kręciła dokument z Faith Dickey i Andy Lewisem. Wykorzystywałam moment gdy nie kręcili, by wbić się na hajka. Do wyboru miałam dwie taśmy: 30-metrową „Wet Beaver” i 40-metrowego „A walk in the sun”. Tą pierwszą pokonałam kilkakrotnie, wykonując tricki, długa natomiast pozostawała okupowana przez filmowców przez większość czasu.

 

Basia Sobańska na "Wet beaver" highline

Basia Sobańska na „Wet beaver” highline

 

Tego samego dnia jakieś 300 metrów od nas, dwóch base jumperów, Matt Blank i Ian Flanders próbowało zeskoczyć z klifu na rowerze, przy czym zaznaczę, że lądowanie miało odbyć się na dwóch kółkach. Wykonali kilka próbnych skoków i tylko Ianowi udało się zrealizować zadanie w całości. Widowisko pierwsza klasa.

Jakieś trzy dni później wróciliśmy na Fruit Bowl by pobawić się na siatce rozpiętej między trzema taśmami zwanej „Space net”.

 

Basia Sobańska na space net fot. Ian Flanders

Basia Sobańska na space net fot. Ian Flanders

 

Moab jest miejscem gdzie nie można się nudzić. W granicach miasta można znaleźć wspinanie m. in. na tzw. Wall Street, gdzie wielkie ściany wyrastają prosto z drogi, a ludzie asekurują siedząc w swoich vanach 😛 Dla pasjonatów rowerów górskich w samym środku miejscowości znajduje się tor MTB o różnych poziomach trudności, gdzie roi się od dzieciaków skaczących na bmxach, sama próbowałam – CZAD!

 

Na północny-wschód od Moab, podążając drogą numer 128 wiodącą wzdłuż rzeki Kolorado i odbijając w La Sal Loop Road nagle z ziemi wyrastają czerwone ściany Parriot Mesy. 28 października w większym gronie znajomych właśnie tam rozwiesiliśmy dwie taśmy o około 150-metrach wysokości do podstawy ściany i mające ponad 500 metrów ekspozycji. Krótką taśmę 25 metrów zaliczyłam w stylu Full-Man kilkakrotnie, w tym raz w sukience.

 

Basia Sobańska wykonująca trick w sukience na 25-metrowym "Rim with a view" na Parriott Mesa fot. Ian Flanders

Basia Sobańska wykonująca trick w sukience na 25-metrowym „Rim with a view” na Parriott Mesa fot. Ian Flanders

Basia Sobańska na “Rim with a View” highline. W tle widać wieżę Castelton Tower na którą Basia się wspinała.

Basia Sobańska na “Rim with a View” highline. W tle widać wieżę Castelton Tower na którą Basia się wspinała.

 

Wykorzystując jedno to samo stanowisko z „Rim with a view” highline przewiesiliśmy taśmę kilkanaście metrów dalej, na podciętą od spodu półkę skalną, miejsce bliżej krawędzi ściany, zdecydowanie bardziej wyeksponowane.

Bardzo zależało mi na pokonaniu tego odcinka, ponieważ miał to być mój nowy rekord highlinowy. Udało się, po wielu próbach pokonałam 44-metrową taśmę w jedną stronę, poprawiając w ten sposób swoją nową życiówkę i jednocześnie przesuwając kobiecy rekord Polski o cztery metry! Czułam się szczęśliwa i usatysfakcjonowana. Znów pojawiło się we mnie to niesamowite uczucie „wszechmocy”. Śmiałam się i powtarzałam: „Taaaaak jest!”. Na moje szczęście „slackline monkeys” odpowiedzieli okrzykami!

 

44-metrowy highline na Parriot Mesa. fot. Ian Flandres

44-metrowy highline na Parriot Mesa. fot. Ian Flandres

 

Taśmę pokonali też Scott Rogers, Brian Mosbauch i Richard Webb. Po tych doznaniach już nic nie mogło zepsuć mi dnia, a Ian Flanders, Richard i kilku innych base jumperów dołożyli wisienkę na torcie. Pierwszy raz miałam okazję obserwować lot w wing suit’cie. Richard leciał koło 24 sekund zanim otworzył spadochron. WOW!

Dwa dni później wspinaliśmy się na Castelton Tower, którą wyraźnie widać z miejsca naszego ostatniego highlinowania. Wspinaliśmy się na dwa zespoły Ja i Sarah (dziewczyna, którą przywiozłam, ze sobą z Yosemitów) oraz Scott z koleżanką i Ian’em. To był mój drugi raz kiedy wspinałam się w damskim zespole na kilku wyciągowej drodze i było na prawdę fajnie, chciałabym tak częściej. Po trzech godzinach wspinania w ciasnych kominach, wdrapaliśmy się na szczyt. Mimo, że wieża z daleka wydaję się wąska, to szczyt jest dość obszerny. Ian skakał na dół, a nas czekały zjazdy.

Zbliżało się Halloween, a tutaj jest to bardzo ważne święto, szczególnie dla najmłodszych. Okoliczne domy przeistoczają się w barwne, czasem mroczne posesje. Tymczasem starsze towarzystwo organizuje sobie imprezy plenerowe.. na pustyni. Przyznam, że bawiłam się świetnie.

 

Na szczycie Castelton Tower, Ian Flanders zalicza base jump

Na szczycie Castelton Tower, Ian Flanders zalicza base jump

 

Pod koniec wyjazdu dwa razy zdążyłam odwiedzić słynny dom Terrego Acomba. Terry o którym wspominałam już wcześniej stworzył na swoim podwórku istny plac zabaw. Jako zapalony wspinacz i slackliner ciągle się rozwija i rozbudowuje swój przydomowy teren treningowy. Bardzo Inspirujące! Z wielkiego uschniętego drzewa przed domem rozciągają się dwa midliny o długości 20 i 36 metrów. Nisko nad ziemią zawiesił trzy taśmy różnej długości od 10 – 70 metrów i dwa bardzo długie i ciężkie kable, dające w kość. Kilka miesięcy temu zamontował trampolinę z prawdziwego zdarzenia by nauczyć się wykonywać salto. Przypomnę, że jest to gość w średnim wieku, co tym bardziej jest dla mnie imponujące jak aktywnie można żyć.

Jako goście nocowaliśmy w domku przygotowanym specjalnie dla odwiedzających. Każdy, kto przetrwa noc może zostawić swój wpis na suficie. Każdy kto przejdzie taśmę podpisuje się na słupie od midlinów. Chodziłam, chodziłam i chodziłam… dzięki czemu zaliczyłam tam solidny trening pod highliny. Terry jest fanem footballu amerykańskiego i bardzo chętnie wytłumaczył mi jego zasady. Spędziłam więc dwa wieczory w gorączce futbolowej w iście amerykańskim stylu. Będę wiązać z tym miejscem bardzo miłe wspomnienia. Jest to obowiązkowy punkt wycieczki każdego slacklinera!

 

36-metrowy midline koło domu Terrego Acomba fot. Ian Flanders

36-metrowy midline koło domu Terrego Acomba fot. Ian Flanders

 

Mój czas dobiegał końca. Zabrałam się z Ianem, który jechał do Long Beach pod Los Angeles. Stamtąd wyruszyłam busem i jechałam już prosto na lotnisko w San Francisco, gdzie spotkałam się ponownie ze Sławkiem i Piotrem. Tak zakończył się mój półtora miesięczny trip. Mnóstwo nowych doświadczeń, nowe miejsca, nowe highliny, wspinanie w rysach i nowi ludzie. Kolejne marzenia spełnione! SLACKLIFE!

 

Ogromne podziękowania składam Wójtowi Gminy Tarnowo Podgórne oraz francuskiej firmie Line-Spirit za wsparcie finansowe, dziękuję za pomoc sprzętową firmie CAMP Polska oraz Heartbeat.

 

Śledź wszystkie najnowsze informacje na SlackOn na Facebooku!

SlackOn! 😀

Autor: SlackOn

Udostępnij ten post na