Basia Sobańska w USA 2014 cz. 1

Basia Sobańska zawitała w tym roku do USA gdzie udało jej się przejść wiele legendarnych highlinów w tym ponownie Lost Arrow Spire highline. Pobiła również żeński rekord Polski w przejściu highline na 45 metrów.

Basia po pobiciu rekordu fot. Brian Mosbaugh

Basia po pobiciu rekordu fot. Brian Mosbaugh

 

Oficjalna relacja Basi z wyjazdu:

Razem z dwoma wspinaczami Sławkiem Szlagowskim i Piotrem Sułowskim przyjechaliśmy do Doliny Yosemite 26 września 2014 roku. Dolina przywitała nas deszczową aurą, co raczej nie jest tam zbyt częstym zjawiskiem. Ale byliśmy spokojni, czekało nas jeszcze 6 tygodni wspinania i highlinowania. Razem z lokalnymi highlinerami Maxem Sterlingiem i Prestonem Bruce Aldenem mieliśmy w planach grubą akcję już na początku mojego wyjazdu, ale pogoda pokrzyżowała nam plany. Nie siedzieliśmy jednak w miejscu. Razem z chłopakami eksplorowaliśmy teren pod kątem nowych highllinów w okolicach pomiędzy Glacier Point i Taft Point. Miejsce się znalazło, ale zajmie pewnie trochę czasu nim cokolwiek tam zawiśnie. Chłopaki obiecali wrócić za dwa tygodnie i spróbować zrealizować ten nasz tajemniczy plan.

Przez półtora tygodnia, wspinałam się na wielkich ścianach El Capa, Cathedrala i na krótkich drogach dookoła doliny. Codziennie bawiłam się na taśmach wiszących koło Camp 4 brakowało mi jednak highlinów.

 

Basia Sobańska ze Sławkiem Szlagowskim wspinają się na drodze Free Blast na El Capitanie

Basia Sobańska ze Sławkiem Szlagowskim wspinają się na drodze Free Blast na El Capitanie

 

9 października do Doliny przyjechał Brian Mosbough i Scott Rogers, razem z ekipą brazylijskich filmowców i slacklinerów, kręcących dokument dla tamtejszej telewizji. Spotkaliśmy się na Camp 4 w miejscu gdzie wiszą taśmy. Przypomnę, że to właśnie tutaj narodził się slackline, stąd jest to tak ważne miejsce dla każdego pasjonata tej dyscypliny.

Tego samego dnia, a było już popołudnie, wskoczyłam do wielkiego campera ekipy i ruszyliśmy na Taft Point. Rozwiesiliśmy 30-metrowego highlina z pięknym widokiem na El Capitana. Cieszyło mnie to, że będę mogła spróbować przejść tą taśmę ponieważ rok wcześniej na dzień przed wyjazdem udało mi się pokonać tam tylko najkrótszego hajka 20-metrowego. Zanim nakręcili przejścia dwóch brazylijczyków, oraz Briana i Scotta, zdążyło już zajść słońce. Highlina pokonałam w obie strony bez większych problemów w pięknej aurze kończącego się dnia. Tego mi było trzeba! Ale przygoda dopiero się zaczynała..

 

Basia i Scott Rogers na Taft Point

Basia i Scott Rogers na Taft Point

 

Po czwartkowej szybkiej akcji na Taft Point czekały mnie trzy bardzo intensywne dni. Zaczęło się już w piątek, kiedy do doliny zjechało się kilka ekip highlinowych. Każdy miała zupełnie inny cel. Preston, Max i Ray Marceau szli na Half Dome rozwiesić taśmę, o której mało co kto wiedział i najprawdopodobniej nikt wcześniej nie pokonał. Druga ekipa z Brianem i Scottem na czele szykowała się na Lost Arrow Spire po drugiej stronie doliny.

Moim celem było połączyć obie akcje tak by niczego nie przegapić! Pięć godzin zajęło nam wejście na Half Dome razem ze sprzętem na plecach. Jeśli ktoś nie wie, wejście tam jest zdecydowanie wymagające! Nockę spędziliśmy na szczycie. Nie zabrałam karimaty więc w nocy spało się bardzo twardo. Rano obudziłam się z bólem biodra i ogólnie jakaś taka połamana. Nie było jednak czasu na marudzenie, bo trzeba było rigować!

Jeszcze przed wschodem słońca zwinęliśmy śpiworki i zaczęliśmy obczajać teren. Linia wcale nie była taka oczywista i zajęło nam trochę czasu żeby wybrać najlepszą opcję. Zawiesiliśmy taśmę z dość sporą różnicą poziomów. Highline miał 35 metrów długości, około 1300 metrów do ziemi i jakieś dwa metry różnicy poziomów!!! Nie jest to łatwe, a szczególnie przy highlinach, ponieważ idzie się pod dużym kątem i zdecydowanie różni się to od wypoziomowanej taśmy.

 

Basia Sobańska próbująca przejść 35-metrowego highline na szczycie Half Dome, zadziwia amerykańskich turystów fot. Preston Bruce Alden

Basia Sobańska próbująca przejść 35-metrowego highline na szczycie Half Dome, zadziwia amerykańskich turystów fot. Preston Bruce Alden

 

Każdy z nas miał swój czas na przejście. Czuliśmy jednak zmęczenie i wcale nie było tak łatwo. Walczyłam dość długo i wstawiałam się kilka razy… Nie udało mi się jednak przejść do samego końca. Nie ukrywam, że bardzo mi na tym zależało, by zrobić tą taśmę i dlatego ze łzami w oczach schodziłam z niej po raz ostatni.. nie puściła.. a było blisko.

Koło 15:30 zaczęliśmy już schodzić na dół i pierwotnie od razu chciałam wbiec na Yosemite Falls by następnego dnia już cisnąć na Lost Arrow Spire. Nie miałam czasu na odpoczynek, zbiegłam (dosłownie) na dół! Razem z Rayem zostawiliśmy Maxa i Prestona za sobą i koło 18:00 byliśmy już na Camp 4. Głód i pragnienie sięgało zenitu, stopy paliły, ciało odmawiało dalszego wysiłku. Spędziłam więc noc w namiocie na moim miękkim materacu.. och.. to była dobra decyzja!

 

Wstałam wcześnie na tyle, by niczego nie przegapić. Na lekko.. no dobra 2 litry wody w plecaku, kanapka, uprząż i najważniejsze – sukienka, weszłam na górę. Zajęło mi to jakąś 1 godzinę i 50 minut wymagającego podejścia. Myślę sobie: no to teraz odpocznę i wstawię się do hajków później, ale ekipa zaliczyła Lost Arrow Spire dzień wcześniej i dzisiaj mieli już go ściągać. Mówili, żebym lepiej wbijała już teraz. Bez zastanawiania się pobiegłam do krawędzi, wciągnęłam sukienkę i za chwilę zjeżdżałam już do taśmy. Tak, tak, tak przeszłam sobie w sukience.. Ta linia jest magiczna, zdecydowanie przepiękna! Zdążyłam się trochę nią pobawić nim zaczęli ściągać. Załapałam się też do brazylijskiego TV show, udzielając krótkiego wywiadu przed kamerą.

 

Basia Sobańska przechodzi Lost Arrow Spire highline w damskim stylu

Basia Sobańska przechodzi Lost Arrow Spire highline w damskim stylu

Basia Sobańska odpoczywa po pokonaniu Lost Arrow Spire

Basia Sobańska odpoczywa po pokonaniu Lost Arrow Spire

 

W tym samym czasie, kiedy ja siedziałam na Lost Arrow, Brazylijczycy rozwieszali coś nowego po drugiej stronie Yosemite Point. „Gift line” to nowa 40-metrowa taśma w okolicy. Z jednej strony można by nazwać to midlinem ale z drugiej ma ogromną przepaść i niesamowity widok na Half Dome’a. Nadal liczę, że prześlą mi jakieś zdjęcia z przejścia. Cieszę się, że mogłam zrobić coś nowego, pokonałam ją w jedną stronę, w drugą już zabrakło mi sił i chęci. Godzinę po przejściu zbiegałam już na dół do namiotu… Warto było! Mimo, że w poniedziałek nie mogłam chodzić to czułam ogromną satysfakcję. Weekend był bardzo intensywny i tak powinno to wyglądać!!!

Kilka dni później wywiesiłam kartkę na tablicy ogłoszeń, że szukam transportu do Moab. Po 20 minutach do naszego stolika podszedł Morgan i oznajmił, że jedzie do Moab jutro rano. Postanowiłam zostawić moich dwóch polskich wspinaczy na Camp 4 i jechać dalej..

 

Część druga relacji klik!

 

Śledź wszystkie najnowsze informacje na SlackOn na Facebooku!

SlackOn! 😀

 

Autor: SlackOn

Udostępnij ten post na